piątek, 21 grudnia 2007

00.00 - Jesteśmy w Schengen!!!!!!!!!!

00.00 - Jesteśmy w Schengen!!!!!!!!!!

sobota, 15 grudnia 2007

Kreteńczyk

każdy Kreteńczyk kłamie, powiedział Kreteńczyk. Kłamał czy mówił prawdę?

horacy

sapere aude. Odważ się być mądrym

marcinkiewicz

spotykam się z ludźmi, bo od ludzi można się bardzo wiele nauczyć. Można od nich brać wiedzę, umiejętności, doświadczenie, a nawet wizję. To „branie” nie jest korupcją, jest absolutnie dozwolone. A uczyć się zawsze warto.spotykam się z ludźmi, bo od ludzi można się bardzo wiele nauczyć. Można od nich brać wiedzę, umiejętności, doświadczenie, a nawet wizję. To „branie” nie jest korupcją, jest absolutnie dozwolone. A uczyć się zawsze warto.

czwartek, 13 grudnia 2007

Einstein

"Gdy mówisz prawdę, nie potrzebujesz sobie niczego przypominać."A. Einstein

niedziela, 9 grudnia 2007

Kardynał Wyszyński

"Po sposobie traktowania bliźnich,poznajemy SWOJĄ osobowość"
Kardynał Wyszyński....

sobota, 8 grudnia 2007

"Głupota również jest darem od Boga, ale to nie powód, by jej nadużywać" JPII

"Głupota również jest darem od Boga, ale to nie powód, by jej nadużywać" JPII

sobota, 1 grudnia 2007

Dyktando

Dyktando Uchatki
Pół dżdżem, pół suszą będąc, w półśnie pogrążony,właśniem miał w okamgnieniu w mróz się przepoczwarzyć,kiedy mój współlokator, z tych niewydarzonych,chrząknął niby przypadkiem tuż-tuż przy mej twarzy.
Chcąc nie chcąc i rad nierad, nie jestem bezuchy,widzę, skonfundowany, choć się oczy plączą,pejzaż spod Igołomi popstrzony przez muchyi konterfekt Nietzschego odzianego w poncho.
Tak złorzeczył zazwyczaj, bo zawżdy przegrywał,choć koleżków miał przecie niegłupich skądinąd:ryży skrzypek, co hurtem crescenda mógł grywać,
ornitolog amator, majster-klepka pilot.
Muzyk chow-chow hodował, płowożółte zwierzę,ponaddwuipółletnie, superrozczochrańca,które na równi w uczuć burzy czcił prawie żez rondem capriccioso a-moll u Saint-Saënsa.Drugi z druhów, zrzędliwy dość ekspingpongista,chyży, hardy, o cerze sczerniałej z latami,świetnie tańczył jiveęa, paso doble, twista,a w marzeniach przeżywał rendez-vous z ptakami.Lotnik bujał w przestworzach, w jakim bądź naprędceskleconym wehikule, tak na łapu-capu.
Napowietrzne swe harce dedykował Helce,pół-Rosjance z abchaską prababką spod Baku.

Więc chciałbyś otworzyć knajpę?


Jeśli ktoś ma wystarczająco gruby portfel i marzy o tym, aby założyć własną restaurację, powinien wybrać się na jedno z przyjęć, na których bywa Frank Diaz, konsultant pracujący dla firmy Diaz-Schloss Communications z siedzibą w Montclair w stanie New Jersey.- Często się zdarza, że ludzie mają potrzebę, czy też fantazję, by zajmować się jedzeniem - mówi Diaz - ale nie bardzo rozumieją, co to znaczy prowadzić restaurację. To czego tak naprawdę pragną to mieć dobrze znane miejsce, do którego można pójść każdego wieczoru i zaimponować przyjaciołom - ciągnie Diaz.Diaz nie jest cynikiem, tylko realistą. Po 14 latach pracy w charakterze doradcy dobrze wie, jak brutalny potrafi być rynek. Owszem, własny biznes może dawać dużo radości i przynosić satysfakcję finansową. Ale prowadzenie restauracji bywa dla jej właściciela równie okrutne, co nieprzewidywalne.
Prowadzenie restauracji, w porównaniu z innymi zajęciami charakteryzującymi się 100-godzinnym tygodniem pracy, pieniądze wcale nie są takie duże. Nowojorski restaurator Danny Abrams, zalożyciel tak popularnych lokali jak Red Cat, Mermaid Inn i najnowszego Smith's, opowiada, że pamięta, jak niektórzy z jego "cichych" inwestorów z Wall Street zrywali boki ze śmiechu, gdy z dumą ogłosił, że udało mu się uzyskać 16 proc. zysku (zwrotu z inwestycji) na położonej w centrum miasta restauracji o nazwie Harrison, serwującej klientom klasyczne dania kuchni amerykańskiej w unowocześnionych wersjach.- Powiedziałem im, że 16 proc. to bardzo wysoki wynik w tej branży, a oni na to: "Pracujesz tak ciężko za takie pieniądze? Chyba postradałeś rozum!"Ale przecież muszą być z tego jakieś profity?- Tak, są takie noce, że naprawdę chce się żyć. Ale kiedy indziej tylko przepycha się toalety - mówi Bill Stenehjem, były psycholog interwencyjny w nowojorskich publicznych szkołach średnich, który po ukończeniu 50-tego roku życia otworzył wraz z żoną artystką, Rose Hermann, winiarnię Stonehome Wine Bar w pobliżu swojego domu w Brooklynie.Jak mówi Stenehjem, prowadząc lokal odkryli, że to, iż można pochwalić się wieloma udanymi przyjęciami, wcale nie jest miarodajne. - Gdy robi się to na codzień, jest w tym znacznie więcej z nauk ścisłych niż ze sztuki.Musiało minąć kilka lat, ale ich przytulna knajpka najwyraźniej znalazła swoje miejsce w okolicy. Jego rada: zgromadzić duże rezerwy.Koszty rozpoczęcia działalności są dużo wyższe, niż można sobie wyobrazić - mówi. - Człowiek zakłada, że wyda po 100 dol. na każdy stołek barowy. Ale potem trafiamy na stołek za 300 dol. i myślimy sobie: "Ten jest dużo ładniejszy, a pieniądze przecież zwrócą mi się natychmiast." To kolejny mit. - Stenehjem szacuje, że otwarcie Stonehome kosztowało go około 450 tys. dol. - Pamiętajmy również o tym, że minie parę lat, zanim przedsięwzięcie przyniesie zyski.
Badania przeprowadzone przez naukowców z Ohio State University wykazały, że do 60 proc. nowych restauracji upada w ciągu trzech lat od otwarcia, z czego najwięcej w pierwszym roku. Liczba ta jest nawet wyższa w miejscach takich jak Nowy Jork, a to ze względu na ostrą konkurencję. Richard Gordon, prokurator kryminalny z Bostonu, który przekwalifikował się na właściciela restauracji, był bliski zamknięcia lokalu już w pierwszym roku działalności. 44-letni Gordon od dawna marzył o własnej knajpce. - Zawsze gdy widziałem jakieś dobre miejsce, myślałem: "Czyż nie byłaby to doskonała lokalizacja dla małej piekarni?"Kiedy idealne miejsce pojawiło się zaledwie o parę przecznic od jego domu w bostońskiej dzielnicy South End, uznał to za zrządzenie opatrzności. Jego wspólnik, bankier, zainwestował w wykup nieruchomości.- Powierzchnia była za mała na realizację mojego pomysłu, by połączyć piekarnię z dostawą żywności na zamówienie, ale postanowiłem, że po prostu otworzę lokal i wszystko jakoś się ułoży. - Gordon, po zainwestowaniu setek dolarów w przebudowę, opowiada: - Wszedłem tam i pomyślałem: "To się nigdy nie uda." - Kuchnia wciąż miała niecałe 40 mkw. - za mało na centrum zaopatrzeniowe. Jak się okazało, była również zbyt ciasna dla kucharza, który wkrótce odszedł. W przypadku Gordona koszty początkowe - w tym zakup wyposażenia, wstępna inwentaryzacja i sama nieruchomość, plus kilkumiesięczne wynagrodzenie dla szefa kuchni - wyniosły 850 tys. dol.Na szczęście wybrał dobrą nazwę: South End Buttery i wykazał się wyczuciem marketingowym użyczając firmowym babeczkom imion swoich trzech psów: Madison, Harriet i Simon. Przysporzyło mu to pochlebnych opinii w lokalnej prasie. Ale Gordon nigdy nie usiadł i nie policzył, ile naprawdę kosztowały go te babeczki. Mimo iż pracowali u niego młodzi ludzie o dobrych sercach, nie mogło to zrekompensować jego braków w doświadczeniu.- Wyzbywałem się pieniędzy, wykonywałem funkcje wszystkich menedżerów i spałem po cztery godziny na dobę - wspomina Gordon. Zdesperowany zadzwonił do znanych restauratorów, Micheli Larson i Gary'ego Sullivana błagając ich, żeby go wykupili. Zamiast tego Larson i Sullivan, którzy właśnie borykali się z otwarciem Rocca Kitchen and Bar - również na South Endzie - pomogli mu ułożyć dobry biznesplan.Ich zdaniem, pomyłki Gordona były pod wieloma względami podręcznikowe.- Sukces lokalu jest w 80 proc. przypieczętowany jeszcze przed jego otwarciem - mówi Sullivan. Według niego, nowi restauratorzy nie zdają sobie z tego sprawy. Opracowanie unikalnej koncepcji, znalezienie atrakcyjnej lokalizacji, wynegocjowanie korzystnych warunków dzierżawy, zatrudnienie dobrego personelu i przygotowanie budżetu - to wszystko koszty "wstępu do klubu".- Restauracje są jak niemowlęta. Mija sześć miesięcy, zanim ich właściciele mogą spać spokojnie - mówi Larson, która ma już na swoim koncie pięć otwartych lokali na terenie Bostonu. Dzieje się tak nawet wtedy, gdy wszystkie wspomniane elementy są należycie przygotowane.Richard Melman, założyciel chicagowskiego imperium gastronomicznego o nazwie Lettuce Entertain You Enterprises, otworzył 130 restauracji w całym kraju. Jak mówi, Larson użyła trafnego porównania: - W przeciwieństwie do bankowości lub obrotu nieruchomościami, restauracje potrzebują dużej dozy matczynej czułości. Właśnie dlatego świetny biznesmen wcale niekoniecznie musi być dobrym restauratorem. - A kiedy już lokal otworzy swe podwoje, nie każdy właściciel potrafi zaangażować się tak bardzo, jak to konieczne.Pierwsza restauracja, którą Melman otworzył w Chicago 30 lat temu, z miejsca zdobyła taką popularność, że jej założyciel postanowił wyjechać na przedłużony urlop do Kalifornii. Jednak po sześciu miesiącach księgowy zadzwonił do niego z wiadomością, która podziałała jak zimny prysznic: - Powiedział mi, że nasz zysk wyniósł 2300 dolarów netto. Mało co nie spadłem z krzesła - opowiada Melman. To że jest ruch w interesie, wcale nie oznacza, że się zarabia i jeżeli nie poświęcimy przedsięwzięciu wystarczająco dużo uwagi, wszystko może wyśliznąć się nam z rąk.
Pomimo początkowych potknięć, eks-prokurator Gordon rozszerza swoją działalność. Zatrudnił właściwych ludzi, dzięki czemu może znów spać spokojnie i nauczył się trzymać budżetu. Dwa tygodnie temu, wracając z pracy, przypadkowo usłyszał, jak trzy kobiety rozmawiają o swoich ulubionych jadłodajniach w sąsiedztwie.- A byłaś w South End Buttery? - zapytała jedna z nich. - Nie mogłabym żyć bez South End Buttery - odpowiedziała druga. Gordon milczał.- Nie potrzebowałem już żadnych innych zapewnień, że podjąłem właściwą decyzję, gdy postanowiłem gonić swoje marzenia - mówi. - Nie sądzę, żebym kiedykolwiek jeszcze wrócił do praktyki prawniczej.